Case study · prowadzenie profilu LinkedIn

Marka osobista, która

generuje biznes

z LinkedIn

Zbudowaliśmy w rok profil, który ma 11 000 obserwujących i ponad 1,6 mln wyświetleń w ostatnich 365 dniach. Właściciel poświęcał na to zaledwie kilka godzin miesięcznie.

Wyświetlenia publikacji narastająco w ostatnich 365 dniach

Klient

Spółka z sektora produkcyjno-handlowego, właściciel jako twarz organizacji

Czas współpracy

Od czerwca 2025, ponad rok

Zaangażowanie

Kilka godzin miesięcznie po stronie właściciela

ZAKRES

Prowadzenie profilu osobistego i firmowego na LinkedIn

Skrót

Najważniejsze liczby

01

Sieć kontaktów

ok. 300 kontaktów na starcie, ponad 11 000 obserwujących po ponad roku współpracy

02

Zasięg publikacji

1 635 775 wyświetleń publikacji w ostatnich 365 dniach, z czego 83% poza siecią kontaktów

03

Unikalni odbiorcy

399 280 unikalnych odbiorców, do których dotarły publikacje

04

Wejścia na profil

16 560 osób, które w ciągu roku weszły na profil Klienta

Zrzuty ze statystyk LinkedIn

Kogo dotyczy ten case i czego w nim nie znajdziesz

Kto jest bohaterem i na czym zarabia?

Przy prowadzeniu cudzego profilu obowiązuje mnie pełna dyskrecja. Nazwiskami klientów się nie chwalę i tutaj nie będzie inaczej. Liczby, wiadomości od Klienta i opisane efekty są prawdziwe, reszta zostaje między nami.

Powiem tyle, że bohaterem jest właściciel firmy z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem w prowadzeniu biznesu.

Spółka z sektora produkcyjno-handlowego, właściciel jako twarz organizacji, otoczenie złożone z akcjonariuszy, inwestorów, dużych partnerów handlowych i konkurencji, która uważnie patrzy na ręce.

Z jaką potrzebą przyszedł Klient?

Główną kwestią była budowa narzędzia do bieżącego kontaktu z rynkiem. W czerwcu 2025 profil Klienta na LinkedIn po prostu istniał. Około 300 kontaktów, żadnych publikacji, zero aktywności, brak jakiegokolwiek pomysłu na to, po co ten profil w ogóle jest.

Cel od początku był marketingowy, a nie sprzedażowy. Klient chciał, żeby o firmie było głośniej wśród inwestorów, akcjonariuszy i dużych graczy rynkowych, czyli u ludzi, którzy o spółce decydują albo mogą w nią wejść. W jego branży dostęp do zarządu z poziomu klienta czy akcjonariusza bywa znikomy i to była luka do wykorzystania.

Dlaczego nie zrobił tego wcześniej? Bo wiedział, czego chce, ale nie miał kiedy tego robić. Człowiek prowadzący spółkę tej wielkości nie usiądzie w środę wieczorem do pisania postów. Postanowił oddać temat komuś, kto zajmuje się komunikacją B2B w social mediach na co dzień.

Co ustaliliśmy, zanim powstał pierwszy post?

Zaczęliśmy od długiej rozmowy o tym, jak Klient myśli i mówi, a nie o tym, jakie posty są teraz modne. Pytałem o branżę i o to, co go w niej wkurza. Mapowałem to, jakich słów używa, na co reaguje – słowem, jak się komunikuje naturalnie. Z takiej rozmowy wychodzi strategia profilu, bo wszystko inne jest szablonem, który czytelnik wyczuje po trzech zdaniach.

Pierwsza decyzja dotyczyła języka

Żadnych okrągłych, gładkich zdań o dynamicznym rozwoju organizacji. Komunikacja miała być bezpośrednia, momentami ostra, bo tak mówi Klient na co dzień, rozmawiając z właścicielami firm, członkami zarządów i inwestorami.

Druga decyzja dotyczyła tego, czego robić nie będziemy

Odpadły trendy i formaty rozrywkowe, rolki i cytaty o poniedziałkowej motywacji. Zamiast tego oparliśmy content na czterech filarach:

Cztery filary contentu

1

Autentyczne doświadczenia z ponad trzydziestu lat prowadzenia firmy.

2

Bezpośrednie, ostre komentarze do tego, co dzieje się na rynku.

3

Informacje z wnętrza spółki, łącznie z problemami.

4

Ludzka twarz właściciela, jego pasje i prawdziwe historie.

Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu profilu dla kogoś innego?
Trafienie w jego ton tak, aby czuł, że to jego.

Pisanie za kogoś oznacza, że tekst musi brzmieć tak, żeby właściciel podpisał się pod nim bez wahania i bez poprawiania w ostatniej chwili. To wymaga początkowych korekt i cierpliwości po obu stronach.

Rozwiązaniem jest to, co stosuję zawsze – komentarze i poprawki. Ja przygotowuję tekst, Klient zatwierdza przed publikacją, uwagi wracają do mnie i wchodzą w kolejne teksty. Po jakimś czasie od startu dostałem wiadomości, po których wiedziałem, że ten etap mamy z głowy 😉

Ile czasu to zajmuje właścicielowi firmy?

Maksymalnie kilka godzin w skali miesiąca i to jest największa wartość dla Klienta. Gdyby były wyniki, ale potrzeba było 30 godzin od Klienta, to nie byłoby szans tego prowadzić.
Na te kilka godzin składa się zwykle jeden dłuższy call, kilka rozmów telefonicznych, wymiana wiadomości i akceptacja postów przed publikacją.

Po mojej stronie zostaje reszta, czyli przygotowanie tematów i harmonogramu, pisanie tekstów, dobór zdjęć, planowanie i publikacja, cotygodniowe zapraszanie właściwych osób do sieci oraz obsługa komentarzy pod postami. Przy tematach mocno specjalistycznych pytam Klienta o zdanie albo zostawiam komentarz jemu.

Jedno warto podkreślić – klient jest proaktywny, sam podrzuca zdjęcia i tematy z krótkim komentarzem, a na starcie dostałem od niego dużą paczkę materiałów do wykorzystania. Bez tego content byłby uboższy.

Prowadzę dla tej spółki również profil firmowy, ale traktuję go jako działanie uzupełniające. Konto firmowe dociera wyraźnie słabiej, jak to zwykle na LinkedIn bywa, ale też inna jest jego rola.

Efekt

Jak wyglądają liczby przed i po?

Źródło danych – natywne statystyki LinkedIn profilu Klienta, zakres ostatnich 365 dni, stan na sierpień 2026.

83%

Aż 83% wyświetleń przyszło spoza sieci kontaktów Klienta, czyli od ludzi, którzy go jeszcze nie obserwowali, więc zbudowaliśmy realne narzędzie dotarcia do rynku, a nie kółko wzajemnej adoracji.

Wzrost sieci to w dużej mierze efekt pracy aktywnej. Każdego tygodnia wykorzystujemy limit wysłanych zaproszeń i celujemy dokładnie w te osoby, na których Klientowi zależy. Do tego dochodzą zaproszenia przychodzące, które generują same publikacje.

Kilka postów poniosło się wyjątkowo mocno, a najmocniejszy z nich osiągnął 189 000 wyświetleń i około 2 000 reakcji. To były wpisy merytoryczne i biznesowe, ostry komentarz do ważnego wydarzenia rynkowego oraz komunikaty dotyczące samej spółki.

Uczciwie dodam, że kilka razy odpaliliśmy panel reklamowy i wykorzystaliśmy LinkedIn Ads do dociągnięcia ruchu. W stosunku do efektów organicznych to był ułamek.

Moja perspektywa

Czy ten wynik jest do powtórzenia?

Uważam, że nie u każdego, bo tutaj było wiele sprzyjających składowych. Ten wynik zasięgowy uznaję za ponadprzeciętny i nie obiecuję go nikomu, kto zaczyna współpracę.

Zadziałało tu kilka rzeczy naraz. Właściciel z trzydziestoletnim bagażem doświadczeń ma o czym mówić, a jego branża i otoczenie kapitałowe dają tematy, które rynek chce czytać. Do tego doszła zgoda na komunikację bezpośrednią i autentyczną, łącznie z pokazywaniem problemów. Wielu właścicieli takiej zgody nie wyraża i wtedy powstaje content, który może być nijaki i miałki.

Powtarzalna jest natomiast sama mechanika. Jeżeli na starcie uczciwie zweryfikujesz, czy LinkedIn to właściwe miejsce dla Twojego celu, a potem przez rok popracujesz regularnie i konsekwentnie, to masz realną szansę na wymierne efekty biznesowe. Skala może będzie inna, kierunek ten sam.

FAQ

Pytania i obiekcje

Ile czasu wymaga to od właściciela – klienta?

W tym przypadku maksymalnie kilka godzin miesięcznie. Wchodzi w to jeden dłuższy call, kilka rozmów telefonicznych, wymiana wiadomości i akceptacja treści przed publikacją. Reszta, czyli tematy, teksty, zdjęcia, publikacja, rozbudowa sieci i komentarze, jest po mojej stronie. Im więcej materiałów i tematów podrzucasz sam, tym lepszy jest content.

Czy taki model zadziała w branży produkcyjnej albo przemysłowej?

Tak, przy założeniu, że masz konkretnego odbiorcę na LinkedIn. Ten case pokazuje branżę produkcyjno-handlową i grupę złożoną z inwestorów, akcjonariuszy oraz dużych partnerów. Jeżeli Twoi decydenci są na LinkedIn, kanał ma sens. Jeżeli ich tam nie ma, powiem Ci to na starcie, zamiast sprzedawać usługę.

Po jakim czasie widać pierwsze efekty?

Wzrost sieci kontaktów widać od pierwszych tygodni, bo pracujemy aktywnie i wykorzystujemy tygodniowy limit zaproszeń. Efekty wizerunkowe i biznesowe, czyli zaproszenia, rozmowy i zapytania, pojawiają się później i narastają wraz z regularnością publikacji. To praca na miesiące albo i lata.

Czy potrzebna jest płatna reklama na LinkedIn?

Nie jest konieczna. W tym przypadku kilka razy uruchomiliśmy LinkedIn Ads, ale efekty płatne były ułamkiem tego, co dały działania organiczne. Reklamę traktuję jako dodatek do konkretnego celu, a nie jako fundament widoczności lidera.

Co jeśli posty pisane przez kogoś innego nie będą brzmiały jak ja?

To najczęstsza obawa i najważniejszy element pracy na starcie. Zaczynam od długiej rozmowy o tym, jak mówisz i myślisz, a potem kalibrujemy ton na pierwszych tekstach. Każdy post idzie do Ciebie przed publikacją. Jeśli coś brzmi nie tak, wraca do mnie i poprawiam.

Podsumowanie

Ten profil był martwy. Dzisiaj czytają go akcjonariusze, inwestorzy, konkurencja i potencjalni partnerzy B2B, a właściciel spółki poświęca na to kilka godzin miesięcznie.

Zagrała autentyczność i otwarcie się lidera na ludzi w branży, w której zarząd zwykle jest niedostępny. Przy dzisiejszej nadprodukcji nijakiego contentu to bardzo mocny wyróżnik

A Twój profil na LinkedIn pracuje na markę firmy, czy po prostu jest?

Pierwszy krok

Napisz do mnie

Jeżeli wiesz, że widoczność w tym kanale wsparłaby Twoją markę osobistą i wizerunek firmy, ale nie masz na to czasu, napisz do mnie. Przegadamy, jak to ustawić przy Twoim minimalnym zaangażowaniu.

Co się stanie po wysłaniu: